| |
W
tym roku impreza Andrzejkowa wypadała w sobotę. OLO
zaprosił wszystkich do siebie do domQ, w tym Koziego.
OLO niestety Nie wiedział, że był to czyn Dony
porównania z trzepaniem baranka o ścianę ..
W środę niemalże cała C-Ekipa zebrała się na ławeczkach,
by omówić szczegóły Imprezy. Szybko się zorientowali, że
brakuje Koziego.
Mimo, iż OLO próbując wykminić, powód nieobecności
Koziego oklepał Se piętą całe czoło, a Miki połamał
sobie obydwie-trzy skarpety,
to nie doszli do niczego poza orgazmem pleców Kuby. W
sumie to nie wiadomo jak im się to udało.
Tymczasem Kozi po prostu postanowił rozpocząć
przygotowania do imprezy. Poszedł do garażu, wyprowadził
samochód rodziców (oczywiście go wypchnął bo nie ma
18-stki i prawa jazdy), rozpiął rozpora i … Wyciągnął
Kobre na podjazd, a grupa techniczna weszła w kanał pod
podjazdem, szlifierki w dłoń, turn ON ® i zaczeli
pucować. Z ich garażu do rana było słychać tylko dźwięki
Pt. "pucu-pucu" z przerwami na odcedzenie kartofli - u
Koziego przez Hamak. Rano dojechała załoga konsorcjum "
Cobra - Connecting People " z wózkiem oryginalnych
świeczek bezwonnych za 0,99 zł ® Do piątku udało się
nawoskować Cobrę.
W Piątkowe popołudnie C-Ekipa znów się zebrała, tym
razem by wyruszyć na zakupo-nośną wyprawę na północ do
Biedronki po zakupy .. OLO nie dotarł na zlot - czemu ?
- bo w nocy napadł go okropny koszmar o stojącej Kobrze,
która wydupczyła mu dach na wylot. OLO od rana do
późnego popołudnia z łopatą kopał dziurę na lotnisku, by
schować w niej makulaturę (czyt 34,5 kg pornuchów), aby
przypadkiem Koziemu nie wzburzyło estrogenu …
Tymczasem Kozi postanowił sobie i Cobrze dać na Luz ®,
więc odpalił traktor, wrzucił Cobrę na przyczepę i
ruszył do McDonald'sa na McNogets (przyrumienione nóżki
murzynków). Tak też się stało, że tak się zadziało, że
nieoczekiwanie Kobrę krwią wypchało i na środku
skrzyżowania zatrzymało. Tak los się zrządził, że tak
też urządził, żeby było weselej - nowy akapit historyjki
sporządził. Ulicą jechał autobus pełen niepełnosprytnych
dzieciaczków w stanie chaotycznego rozchichotania z
powodu kolorowych fotelików. W sumie na fakt obecności
busa jadącego z 20-stki do 12-stki na basen w centrum
miasta mogę jedynie domniemać (czyt. Rozkminiać), że
kierowca takowego busa też był niepełnosprytny, zapewne
niewidomy. Chwila - rzucę kostką 20 - kierowca ma 14
pancerza, wyrzuciłem 16 - teraz kostka 9 - wypadło 4 -
kierowca wydłubał sobie oko lodem na patyku
Tak WiENc wyżej wymieniony autobus zaje-przy-padkowo
uderzył w Kobrę. Kozi w stanie furii maksymalnej mruknął
" o Cholibka®",
otrzepał Kobrę, po czym ruszył dalej. Kierowca na drążku
zmiany biegów symetrycznie stracił drugie oko,
dzieciaczki wpadły w stan ofensywnego napadu ataku
falami nieokiełznanej radości - poniewać ich foteliki
przybrały fajną czerwoną barwę.
Dzieciaczki zostały jeszcze bardziej niepełnosprytne i
dostały dofinansowanie z Kambodży - 2 i ? bułki z mąką i
wodą Nike®.
Minister Giertych gdy tylko skończył zjazdy ręczne po
muszli klozetowej - Xtreme editio - kazał swojej małpce
napisać rozporządzenie i żałobie narodowej, co
potwierdził plaśnięciem osper… brudnej łapy…
C-Ekipa uczciła załobę 3-sekundową i 75-cio setną chwilą
ciszy, która w drugiej sekundzie i 35 setnej została
przerwana głośnym bąkiem starszej pani w Moherowym
Berecie®. C-Ekipa w bananowych nastrojach ruszyła do OLA
z zaQpami. Bohaterzy zastali go odzianego w skromne
bikni w kolorze kamizelki robót drogowych taplającego
się w kakaowym oczku w swoim ogródku.
Kozi podkurzony wgnieconą karoserią Kobry wyciągnął
sekator i aż do obiadu następnego dnia się strzygł na
bóstwo.
Natomiatociast reszta C-Ekipy błogo zasnęła rozmyślając
nad wyższością stołu nad krzesłem…
Kozi wylał na Kobrę wiadro wody Końskiej Puma® i
praktycznie był już gotowy.
Założył przy pomocy wysięgnika majty pozszywane z
prześcieradeł i ruszył na bibę.
Punkt 19.01 - impreza się zaczeła. Po dwóch kolejkach
wyciągu z kreta Pomorskiego (czyt. Balsamu pomorskiego)
mieszanego w mikrofalówce ze Sraką Gazowaną® (czyt.
Coca-Colą) część łyknęła z połykiem z pionu prosto w
pęcherz napoju Mocz Weterana®
(czyt. Wino Komandos). Takowe napoje okazały się tak
Fakenwypierdolcze, że Karina postanowił przemalować
klozet i połowę toalety w barwy jesieni, Miśka wkręciła
sobie, że jest w Pinballu i odbijała się od mebla do
mebla robiąc głośne "ping", Miki odnalazł w sobie
wewnętrzne "pfie", wydobył z siebie szlachetne "Ała" i
poszedł smyrać czołem poduszkę na wersalce, a Lemur
poszedł z Truskawki zrobić Szarlotkę. I stało się. Kuba
schylił się po mydełko. Jako, że mydełko było w płynie,
to takowa czynność zajęła Kubie dłuższą chwilę. W Kobrze
na ten widok obudziły się zwierzęce zmysły. Niczym
orangutan podczas rozwolnienia, tak samo i on postanowił
uwolnić z siebie zło. To była dla niego idealna chwila
.. Wszyscy pod fakenwypierdolczym działaniu napojów i
zagryzieniu ich pasztetem w konserwie bez otwierania
konserwy byli w stanie powiązywania każdej czynności z
ostrą akcją porno. Jednym słowem wszyscy mieli Chciccę
na Piccę. DziamMadzia złapała brytfannę i stanęła pod
rynną, a wszyscy zjeżdżali po dachu na boso skrobiąc
parmezan, ponieważ od dłuższego czasu cierpieli na
problemy z dykcją paznokci u nóg.
Kozi stanął na środku pokoju ..
Muzyka ucichła ..
Ciemne chmury spowiły dywan ..
Jako, że zrobiło się ciemno, jak w dupie, toteż Kuba po
schowaniu mydła w płynie w kieszeń zapalił światło…
Kozi wypiął wklęsłą klate .. która w sumie jakby z boku
popatrzeć nawet troszke odstawała do przodu ..
Wyciągnął pięść ..
Wystawił palec wskazujący i ..
Przeszył wszystkim zimnym wzrokiem Family Frost®
wskazując palcem Kobrę ..
Po pokoju latały kilogramy sernika, pot lał się z czoła
.. wszystkim ..
Explosiooon !!! EXPLOOOOSIOOOON !!!
Kozi zdążył tylko krzyknąć "fire In the hole" i zamknąć
oczy.
Płynąc z hektolitrami stuprocentowego wyciągu z Kobry
bohaterzy czuli się wielcy. Prawie jak Kayah. Prawie
robi wielką różnice - poza tym, takie rzeczy to tylko w
Erze, a pan od czasopodwajacza nie miał wcale fajnej
klaty. Miśka nazwała to water-ballem - obijając się o
wystające elementy architektury wypłynęła oknem, Karina
złapała lekkiego bulwersa spowodowanego przemalowaniem
jej Jesiennie wystrojonego klozetu na "Zamieć śnieżną u
św. Mikołaja", Miki przykleił się do poduszki, a Lemur z
Truskawką przemianowali się na kokosankę .. Reszta w
niewyjaśniony sposób wypłynęła oknami na piętrze lub
przykleiła się do ścian.
Kozi stwierdził, że słabo mu poszło - dodatkowo Kobra
zaraz po akcji "wymiękła", więc zwinął ją, wsadził na
taczkę i opuścił lokal.
Epilog:
Kuba niesiony z falą uderzył buźką o jedną z szyb.
Jako, że był fetyszystą żelazko-podobnych kształtów,
postanowił zmienić swój Image na żelazko-podobny i
powtórzyć wyczyn. Tym razem dodał na parapecie mapę
krajobrazową Pt. "Jesień średniowiecza".
Pawełek - młodszy brat OLA - nie załapał aluzji z
białkiem i po dwóch tygodniach regularnego zażywania
"białka" nie mieścił się w drzwiach. Pingo - pies OLA -
dupczył wszystkie elementy domu (nawet podłogę) czując
aromatyczną woń Kobry.
Jeszcze na sylwestrowej imprezie po użyciu piekarnika
hamburgery się dziwnie .. kleiły ..
Gdy przyszedł mróz - OLO otworzył u siebie w domu
lodowisko i dał radość dzieciom z Polsatu. I Lemkowi
też. I w sumie wszystkim.
Nic dodać nic ująć - po prostu hujowa impreza.
..:: Lemur z drobną pomocą Mikiego xD ::..
P.S. Wszelkie podobieństwa postaci oraz wydarzeń są
przypadkowe. Jeżeli ktoś czuje urazę - sorry xD co napad
weny to napad.
I Tyle=) |